8 czerwca 2015, Jakub Jakubowicz

Sposób na wilkołaka

Kategoria: Gry Gry komputerowe, Tematyka: CD Projekt RED CDP RPG, Producenci: CD Projekt RED

Who you gonna call?

Na pamiętnym zwiastunie Dzikiego Gonu Geralt podsumowuje swój kodeks moralny i styl życia jednym mocnym zdaniem: „Zabijam potwory”. Nic więc dziwnego, że na tym właśnie aspekcie REDzi postanowili skoncentrować się w nowym Wiedźminie. W poprzednich częściach przygód Białego Wilka czuliśmy, że wcielamy się w kogoś wyjątkowego, w żywą legendę, w znanego na salonach i w karczmach Geralta z Rivii. Co za tym idzie, poskąpiono nam wiedźmińskiej codzienności, jaką jest machanie mieczem, które pozwala zarobić na chleb powszedni.

Jednak trzecia część trylogii rekompensuje nam tę stratę z nawiązką. Na własnej skórze poznajemy, co znaczy być zabójcą potworów. Kiedy znajdziemy ogłoszenie, możemy porozmawiać ze zleceniodawcą, a następnie zbadać miejsca, w których bestia się pojawiała, żeby ustalić, z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Finałem jest oczywiście likwidacja „szkodnika” i odebranie nagrody. Gdyby ktoś przypuszczał, że ten schemat może być monotonny, to należy zapewnić, że jego obawy są bezpodstawne. Zadbano o to, żeby każde zlecenie wiązało się z mrożącą krew w żyłach historią, a dodatkowo wymagało od nas tak praktycznego, jak i merytorycznego przygotowania do walki.

Co to znaczy, że do walki trzeba przygotować się merytorycznie? Jak się okazuje, zabicie potwora nie jest rzeczą łatwą i niezwykle trudno tego dokonać nie znając jego słabych punktów. Jedno ze zleceń, jakie przyszło mi wykonywać, wiązało się z zabiciem wilkołaka. Udałem się do kryjówki likantropa, wyczekałem do nocy, aż tamten się pojawi, a następnie obserwowałem, jak Geralt bezsilnie okłada bestię mieczem, żeby chwilę potem paść martwym na ziemię. Kilka kolejnych prób zakończyło się w podobny sposób. Wszystko dlatego, że nie posiadałem dostatecznej ilości informacji, żeby odpowiednio przygotować się do tej potyczki. Mogłem dokończyć opisane zadanie dopiero znacznie później, kiedy zabłądziwszy podczas burzy napotkałem obozowisko bandytów, którzy byli w posiadaniu książki traktującej o istotach przeklętych. Wtedy, uzbrojony w dodatkową wiedzę mogłem powrócić już do legowiska potwora, żeby się z nim ostatecznie rozprawić.

Co ciekawe, nie zawsze mamy szansę przygotować się do walki w należyty sposób. Owocuje to scenami pełnymi emocji i komizmu. Bo oto wyskakuje z lasu nieznana nam poczwara, a my w popłochu wertujemy bestiariusz, żeby ze zgrozą przekonać się, że nie znajdujemy w nim żadnych wiadomości na jej temat. Geralt uskakuje przed kolejnymi ciosami, a w naszych głowach zaczyna się gonitwa myśli. Jaki olej zastosować? Jaki znak? Skoro wygląda, jak bazyliszek, zachowuje się jak bazyliszek, to może trzeba sobie z tym radzić, tak jak z bazyliszkiem?

W takich chwilach czujemy się jak tytułowi pogromcy duchów z filmu Ghostbusters, którzy na dachu drapacza chmur konsultują ze sobą taktykę, bo właśnie stanęli twarzą w twarz z antycznym demonem Gozerem. Wiedzą o nim bardzo niewiele, jest od nich znacznie potężniejszy, a mimo to, muszą się go jakoś pozbyć.

Jednak gracz rozwija się wraz z Geraltem. Zaczyna jako amator, żeby w końcu stać się prawdziwym zawodowcem. Kiedy napotykałem potwora i doskonale wiedziałem, jak go unieszkodliwić miałem niebywałą satysfakcję. Nie musiałem nawet w tym celu zaglądać do bestiariusza. Południca? Zjadłem zęby na południcach! Gryf? Na początku był wyzwaniem, ale teraz mogę go załatwić z zamkniętymi oczami! Dziki Gon pozwala nam nie tylko śledzić losy Geralta z Rivii, ale też stać się stuprocentowym specjalistą od wszelkiego plugastwa, jakie pełza, łazi i lata po Kontynencie.

Indiana Jones i wiedźmiński rynsztunek

Interakcje z innymi postaciami są w Dzikim Gonie podstawą i tylko dzięki nim jesteśmy w stanie wykonać większość zadań. Ale prawda jest taka, że czasami nie mamy ochoty z nikim rozmawiać, a jedynie zaszyć się w głuszy. Jak gdyby z myślą o samotnikach, przygotowano misje oznaczone jako poszukiwania. To specyficzne zadania, które z pewnością przypadną do gustu wielbicielom Indiany Jonesa czy Lary Croft.

Założenia są proste: przemierzamy świat w poszukiwaniu schematów, które posłużą nam do wykucia unikalnej zbroi lub miecza. W tym celu przyjdzie nam zejść do zapomnianych kazamatów, dostać się do opuszczonych warowni, czy zagłębić się w ruiny elfickich świątyń. Ta formuła przywodzi na myśl zbieranie fragmentów pancerza z renesansowej trylogii Assassin's Creed. Jednakże w Dzikim Gonie jest ona potraktowana w sposób znacznie ciekawszy. Nie wymaga się od nas skakania po zagraconych rusztowaniami katedrach, a zamiast tego oferuje zapierające dech w piersiach widoki i opowieści, które stanowią tło dla naszych poszukiwań. Te ostatnie znajdujemy w porzuconych papierach. Dzięki temu mamy wrażenie, że nie gromadzimy schematów nikomu niepotrzebnego żelastwa, ale jesteśmy o krok od odnalezienia artefaktów, za które wielu było gotowych zabijać i umierać.

Nie przegap

Szanowny Czytelniku.

Aby dalej móc dostarczać Ci materiały redakcyjne i udostępniać nasze usługi, pozostając w zgodzie z zasadami RODO, potrzebujemy również zgody na ewentualne dopasowywanie treści marketingowych do Twojego zachowania. Dbamy o Twoją prywatność. Nie zwiększamy zakresu naszych uprawnień. Twoje dane są u nas bezpieczne, a zgodę możesz wycofać w każdej chwili na podstronie polityka prywatności. Dowiedz się więcej.