30 sierpnia 2017, Maciej Piotrowski

Starożytny Egipt, macki Cthulhu i karty z fabułą

Kategoria: Peryferia Gry Gry komputerowe Gry na konsole Sprzęt do gier Klawiatury Myszki Gry Xbox One Gry PlayStation 4 SSD, Tematyka: Ubisoft Microsoft Gigabyte Techland CD Projekt RED EA Warner Bros Nintendo Focus Home Interactive ROCCAT Activision Blizzard Trust THQ Nordic 1C Klabater Gamescom 2017, Producenci: Ubisoft Microsoft Gigabyte Techland CD Projekt RED EA Warner Bros Nintendo ROCCAT Activision Blizzard Trust

Nie ma co gadać, Assassin’s Creed: Origins zapowiada się fenomenalnie. Przeogromna mapa po brzegi wypełniona przeróżnymi aktywnościami, ciekawe zadania i porażająco piękny starożytny Egipt – w tej grze naprawdę idzie się zakochać. I to od pierwszego wejrzenia. 

Xbox One X robi tu świetną robotę dostarczając oprawę wizualną, od której nie można oderwać wzroku. Tekstury, modele postaci, obiekty - wszystko ostre jak żyleta i pełne detali. Czy konsola będzie tu w stanie dorównać PC – cóż, trudno powiedzieć. Nie da się jednak zaprzeczyć, że Xbox One X ma graczom sporo do zaoferowania.

Gamescom 2017 - Assassin's Creed: Origins

Wracając jednak do samych gier – nie mniejsze wrażenie niż nowa odsłona serii Assassin’s Creed zrobił na mnie Call of Cthulhu. Tym razem jednak nie chodziło o oprawę graficzną, bo ta jest raczej przeciętna, a o klimat – mroczny, ciężki i tak intrygujący, że nie łatwo odejść od monitora. 

W prezentowanym fragmencie gry znalazło się wszystko co potrzeba dla stworzenia dobrego, trzymającego za gardło horroru - tajemnica, próba rozwiązania zagadki, budowanie napięcia, przekradanie się do celu misji i niespodziewany, trwający kilka sekund atak, po którym jest więcej pytań niż odpowiedzi. 

Całe Call of Cthulhu ma być zresztą pełne takich akcji. Wszystko po to by gracz cały czas zastanawiał się co jest prawdą, a co zwidem, wytworem wyobraźni sterowanego przez niego bohatera. Po tym co widziałem jestem pełen nadziei jeśli chodzi o ten tytuł. Nawet jeśli stoi za nim Cyanide Studio, któremu jak dotąd nie udało się odnieść spektakularnego sukcesu.

Gamescom 2017 - Call of Cthulhu

Podobne nadzieje wiąże z grą Vampyr, choć ta od ostatniego Gamescomu sporo się zmieniła. Odniosłem nawet wrażenie, że przygody targanego wątpliwościami wampira (który jest jednocześnie lekarzem) stała się nieco mniej mroczna. Owszem, stawiane przed graczem wybory moralne wydają się ciekawe, podobnie jak powiązany z nimi system rozwoju postaci, ale wszystkiemu brakuje trochę dawnej głębi. 

Pod tym względem znacznie lepiej prezentuje się za to Śródziemie: Cień Wojny. Na Gamescom 2017 była to jedna bardziej obleganych perełek. No ale trudno się dziwić skoro jedynka odniosła taki sukces, a „dwójka” ma do zaoferowania jeszcze więcej dobra czy to w postaci oblegania zamków czy całej masy misji pobocznych. 

Co najlepsze, każdy z tych elementów dodatkowo rozbudowano. W oblężeniach, dla przykładu, na różne sposoby da się ulepszać oddziały co z pewnością przełoży się na długość rozgrywki i frajdę płynącą z zabawy.

Gamescom 2017 - stoisko Middlearth: Shadow of War
I weź się człowieku domyśl, że to stoisko Śródziemie: Cień Wojny:)

O to ostatnie szczególnie mocno zadbano w kolejnym oglądanym przeze mnie tytule – The Crew 2. Druga część tej niezwykłej gry wyścigowej to teraz taka bardziej obszerna piaskownica, w której, poza ściganiem się innymi, możemy pobawić się nie tylko samochodami, ale i motorówkami i samolotami. 

Co więcej, do przełączania się pomiędzy tymi pojazdami wystarczy naciśniecie jednego przycisku. Dzięki temu można tworzyć akcje pokroju – start z rozpędzonego samochodu prosto w niebo, a później nalot nad wodę i przeskok na motorówkę. 

Jakby tego było mało twórcy dodali tu jeszcze możliwość cofania czasu, obejrzenia powtórki i stworzenia zapisu wideo z ostatnich kilku minut zabawy. Idealne narzędzie dla każdego kto chciałby pochwalić się swoimi akrobacjami.

Gamescom 2017 - The Crew 2

Będąc na Gamescom 2017 nie mogłem nie odwiedzić stoiska Activision Blizzard, gdzie najpierw zapoznałem się z szykowanymi zmianami w Overwatch i Heroes of the Storm. Ta pierwsza, jak zapewne już wiecie otrzyma nową mapę, druga - nowego bohatera, nieco odmieniony system rozgrywek oraz usprawnienia interfejsu. 

Później przyszedł czas na niesamowicie wyczekiwane Call of Duty: WWII. Żałuje bardzo, że na Gamescom 2017 nie udało mi się zobaczyć choć wycinka kampanii fabularnej. Cóż, na to trzeba będzie poczekać do premiery. Z kolei multi wypadło nieźle (tryb wojny jest świetny), ale wciąż mam spore obawy czy faktycznie nowa część tego strzelankowego tasiemca będzie powrotem do korzeni. 

Sporą niespodziankę sprawiło mi za to stoisko Warhorse Studios i prezentowane tam Kingdom Come: Deliverance. Nie obiecywałem sobie po tym tytule zbyt wiele, wszak powstaje on w bólach już prawie 4 lata, tymczasem jego jakość mocno mnie zaskoczyła. Co prawda, prezentowany fragment nie był szczególnie widowiskowy, ale dawał obraz całkiem rozbudowanego, średniowiecznego RPGa, z kilkoma naprawdę ciekawymi patentami i niezłą, obfitującą w  detale oprawą graficzną.

I to na tyle „niezłą”, że w pomieszczeniu gdzie odbywał się pokaz rozstawiono dodatkowe wentylatory, bo komputery grzały jak piece. Jedno jest pewne, gdy Kingdom Come: Deliverance w końcu pojawi się na rynku w lutym 2018 roku, grając w niego w długie zimowe wieczory będziecie mogli skręcić ogrzewanie.

Gamescom 2017 - Kingdom Come: Deliverence
Gamescom 2017 - Kingodm Come: Deliverence

Znacznie wcześniej pogramy za to w LEGO Marvel Super Heroes 2, które również dane mi było podpatrzeć na Gamescom 2017. Cóż, zgodnie z oczekiwaniami znów będzie więcej…tego samego, przy akompaniamencie plejady gwiazd z uniwersum Marvela. 

Napisałem „plejady”? Hmm, to chyba złe określenie, bo dostępnych postaci jest tu tyle, że ciężko nawet zliczyć symbolizujące je ikonki na ekranie wyboru. Poza tym wciąż gra się w to całkiem przyjemnie, jak na serię LEGO przystało.

Na tegorocznym Gamescomie nie mogło też zabraknąć naszego rodzimego CD Projekt Red. Wszak ich Gwint rośnie w siłę. Za chwilę zaś otrzyma prawdziwą kampanie fabularną, o której przebąkiwano już podczas zeszłorocznego pokazu. Wojna Krwi, którą widziałem na zamkniętej prezentacji zapowiada się wyjątkowo obiecująco. 

Historia Meve, królowej Lyrii i Rivii, która musi zawalczyć o swoje królestwo, obleczona w erpegowe elementy pokroju decyzji moralnych oraz mechanizmy i szatę graficzną przypominające słynne „hirołsy” nadspodziewanie dobrze sprawdzają się jako uzasadnienie kolejnych karcianych potyczek. Warto bacznie obserwować losy tego projektu.

Gamescom 2017 - Gwint: Wojna Krwi

Nie przegap

Szanowny Czytelniku.

Aby dalej móc dostarczać Ci materiały redakcyjne i udostępniać nasze usługi, pozostając w zgodzie z zasadami RODO, potrzebujemy również zgody na ewentualne dopasowywanie treści marketingowych do Twojego zachowania. Dbamy o Twoją prywatność. Nie zwiększamy zakresu naszych uprawnień. Twoje dane są u nas bezpieczne, a zgodę możesz wycofać w każdej chwili na podstronie polityka prywatności. Dowiedz się więcej.